Broniewski w Sieci

Centrum wiedzy o życiu i twórczości Władysława Broniewskiego

Robert

This author hasn't added his/her bio.

Ballady i romanse

„Słuchaj dzieweczko! Ona nie słucha… To dzień biały, to miasteczko…” Nie ma miasteczka, nie ma żywego ducha, po gruzach biega naga, ruda Ryfka, trzynastoletnie dziecko. Przejeżdżali grubi Niemcy w grubym tanku. (Uciekaj, uciekaj Ryfka!) „Mama pod gruzami, tata w Majdanku…” Roześmiała się, zakręciła się, znikła. I przejeżdżał znajomy, dobry łyk z Lubartowa: „Masz, Ryfka, bułkę, żebyś była zdrowa…” Wzięła, ugryzła, zaświeciła zębami: „Ja zaniosę tacie i mamie.” Przejeżdżał chłop, rzucił.. Read More

Bagnet na broń

Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę, kiedy rzucą przed siebie grom kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty, ze snu podnosząc skroń, stań u drzwi. Bagnet na broń! Trzeba krwi! Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni. Cóż, że nieraz smakował.. Read More

A kiedy będę umierać…

A kiedy będę umierać, skoro umierać mam, ty nie bądź przy tym i nie radź: już ja potrafię sam. Ja chcę mieć oczy otwarte i podniesioną skroń, chcę umrzeć ot tak – na wpół żartem, a w ręku niech będzie broń. Niech mi przywieją wiatry brzęczenie dalekich pszczół, niech Wisłę zobaczę i Tatry, wszystko, com kochał i czuł. Wystarczy, żeby mnie uczcić, czyjś krótki, serdeczny płacz. Przyjaciele niech przyjdą narzucić.. Read More

Łódź

Ciąży sercu troska i pieśń, troskę w sercu ukryj i nieś, pieśń jak kamień podnieś i rzuć. W dymach czarnych budzi się Łódź. Wyją syreny, wyją co rano, grożą pięściami rude kominy, w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną, noc jest przelaną kroplą jodyny, niechaj ta kropla dzień nasz upalny czarnym – po brzegi – gniewem napełni – staną warsztaty, staną przędzalnie, śmierć się wysnuje z motków bawełny… Troska iskrą.. Read More

Dąb

Idę sobie zamaszyście i opada ze mnie życie jak jesienne liście. Jakie liście? – dębu, brzozy, topoli, ale to boli. No cóż? było kilka miłości i trwoga, i noce bezsenne, było dużo tkliwości i złości, wszystko zmienne. No i lecą liście, liście, a każde: imię. Powiedz je uroczyście, wymień. Ach, nie! To już nagie gałęzie chwytliwe. Kiedy serce i myśl na uwięzi, jak być szczęśliwym? I ostał się pień nagi,.. Read More

Kasztan

Za oknem stał kasztan, i pąki pęczniały, choć śnieg na nich leżał puszysty i biały. O świcie pochmurnym, o zmierzchu półsennym, na lwowskiej ulicy pod murem więziennym stał kasztan. Był marzec. Już śniegi topniały. Jak często myślałem: nim wrócę do miasta, już pewnie listowiem okryje się kasztan, i pąki, sokami wezbrane, wystrzelą, zabłysną, oślepią zielenią i bielą – bo wiosna tak samo jak wolność narasta. O wiosno… Kto walczą uchodził.. Read More

Most Poniatowskiego

Drogi zburzone, miasta w ruinie, historia gnie nas i łamie, lecz-„nie zginęła”, nigdy nie zginie, my ją dźwigniemy sami! Sterczą pod niebo gruzy Warszawy, wre robota nad rumowiskiem. Z gruzów zwycięstwa, z odłamków sławy most budujemy przez Wislę. Lud, co przed wrogiem karku nie schylał, dżwiga za przęsłem przęsło. Filar pod niebo! Łuki na filar! Wzwyż! W dal! W socjalizm! W zwycięstwo! Most – narodowi, roboczym masom, niech przezeń przejdą.. Read More

Troska i pieśń

Może nic w tym życiu nie będzie? Jeszcze rok, jeszcze dwa, jeszcze X… Moich myśli czarne łabędzie odpływają Wisłą na Styks. Ja wiedziałem, co sercem gryźć mam, jakim ciosom nadstawić pierś, nie rachunkiem, nie sylogizmem budowałem życie i wiersz. Ale troska jak rdza przeżarła mojej piersi serdeczną moc, tylko krzyk ściśniętego gardła głucho ciemną przeszywa noc. Lecz w tym krzyku zostanę młodym. Jeśli grom – niechaj trafia mnie! Temu światu.. Read More

Targowisko

Płacz, moja muzo piękna, pocieszycielko strapionych! Oto mi serce pęka w dalekich i obcych stronach. Mój pokój jak namiot się wzdyma gniewnym oddechem, serca łoskotem, a rozum każe: wytrzymać, a serce pyta: co potem? Ja niewolnica naga, oto jesteśmy na targu, bicz historii nas smaga, słowo zamiera na wargach. Możni pytają: „ile?”, stręczy historia – rajfurka, a przecież my -Termopile, huk dział i motorów furkot! A przecież to myśmy pierwsi.. Read More

Rozmowa z historią

Mistrzyni życia, Historio, zachciewa ci się psich figlów: zza kraty podgląda Orion, jak siedzimy razem na kiblu. Opowiadasz mi stare kawały i uśmiechasz się, na wpół drwiąca, i tak kiblujemy pomału – ty od wieków, ja od miesiąca. O Nieśmiertelna, skądże ta skłonność do paradoksów, i powiedz mi – czy to mądrze całemu światu krew popsuć? Bo skoro na całym świecie, jak nie wojna, to stan wojenny – Historio, powiedz.. Read More

Robotnik z Radomia

Nie wiem, co to poezja, nie wiem, po co i na co, wiem, że czasami ludzie czytają wiersze i płaczą. a potem sami piszą, mozolnie i nieudolnie, by od dławiącej ciszy łkające serce uwolnić. A kiedy synka stracił pewien robociarz z Radomia, o wierszu pomyślał z płaczem i list napisał do mnie: „Chłopczyk był śliczny jak róża, dobre, kochane dziecko… Wierszyk niech będzie nieduży, nie religijny-świecki…” Nie wiem, co to.. Read More

Poród

Poród? cóż! poboli, poboli, pomęczy się żeńskie ciało, a z niego powoli, powoli wyjdzie coś i będzie krzyczało. Będą owijali w pieluchy, poślą do szkoły – a wtedy, duchy – sokoły! Poślęczy nad Mickiewiczem, uwielbi Słowackiego i powie: „Jestem niczem, nic z tego…” Potem podrośnie, będzie pisał miłośnie, niekoniecznie o Maryli, Ludwice. „Nie kocha…jestem niczem”. A wtedy gwiazda zabłyśnie, czoło uwieńczy i jak ze skały wytryśnie wiersz młodzieńczy. To poród.. Read More

Panieneczka (pierwszy zachowany wiersz poety – 11.1912)

Pierwszy zachowany wiersz poety. listopad 1912 Panieneczka z Udziałówki ma staniczek dosyć wcięty, ładną buzię, zgrabną nóżkę, słowem – ważne dokumenty! Gdy ci główką kiwnąć raczy, to już zaszczyt jest niemały! Dla niej, dla niej – mój Karolku, chodzisz jak skołowaciały.

Maria

Siedzisz w kuchni, liczysz kartofle: przy tobie brat, starszy: rachunek w sklepiku, podarte pantofle: nie starczy… W dzień sprzedajesz mydełka, po znajomych, po obcych (dlaczego przestali być mili?). „Nie trzeba? Do widzenia.” I znajdziesz się w kropce: do innych zadzwonisz po chwili. Wieczorem kelnerka. „Pół czarnej?”, „Pół czarnej.” Podasz i chwilę spokój. Stoisz ze sztucznym uśmiechem i z charme’em, i z łezką w oku. Może w nocy przyjdzie Gestapo? Wstaniesz.. Read More

Człowiek, to brzmi dumnie

„Słowo człowiek-to dźwięczy dumnie!” powtarzamy za wielkim Maksymem. A tu coraz ktoś w pysk cię zasunie i powtarza, że jesteś psim synem. Cóż tu robić takim gagatkom w czekistowskim mrocznym zajeździe? Więc pomódlmy się, klnąc w waszą matkę, wypłowiałej czerwonej gwieździe.

Bar „Pod zdechłym psem”

Zanim się serce rozełka -czemu? -a bo ja wiem?- warto zajrzeć do szkiełka w barze „Pod Zdechłym Psem”. Hulał po mieście listopad, dmuchał w ulice jak w flet, w drzwiach otwartych mnie dopadł, razem do baru wszedł. „Siadaj, poborco liści, siewco zgryzot wieczornych! Czemuś drzew nie oczyścił? Kiepski z ciebie komornik. Lepiej by z trzecim kompanem… Zresztą – można i bez…” Ledwiem to rzekł, już stanął trzeci mój kompan: bies… Read More

Bezrobotny

Nie mam za co jeść i pić, trzeba robić , aby życ, jak robota się nadarzy, to przystanę do murarzy, aby jeść i pić. Bracie, bierz do ręki kielnię, napracujesz się rzetelnie, dadzą ci tu jeść i pić. Staną ściany i sklepienie, stanie wielki gmach-więzienie, w tym więzieniu będziesz gnić. Nie chcę ryglów, nie chcę krat, pójdę sobie od was w świat, wezmę z sobą młot ze stali i przystanę.. Read More

Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego

Jeżeli nie lękasz się pieśni stłumionej, złowrogiej i głuchej, gdy serce masz męża i jeśli pieśń kochasz swobodną – posłuchaj. Szeroka, szeroka jest ziemia, gdy myślą ogarnąć ją lotną, szeroko po ziemi więzienia, głęboka w wiezieniu samotność. Już dziąsła przeżarte szkorbutem, już nogi spuchnięte i martwe, już koniec, już płuca wyplute – lecz palą się oczy otwarte. Poranek marcowy. Jak cicho. Jak dziwna się jasność otwiera. I tylko tak ciężko.. Read More

Do towarzysza – więźnia

Drzwi zamknięte, okute drzwi, w wąskim oknie żelazna krata… Tutaj miną najlepsze dni, miną miesiące i lata. Trzeba zęby zacisnąć i trwać, łamiąc w sercu słabość więzienną. Czemu nocą nie możesz spać, towarzyszu więziony wraz ze mną, czemu puścić nie mogą krat twe ściśnięte kurczowo palce? Tam, za oknem, walczący świat, czemuż ciebie nie ma w tej walce? Tam, za oknem, wzywa cię dal, w którą śmiało trzeba się rzucić….. Read More

Na śmierć rewolucjonisty

A z tej celi pustej i chłodnej trzeba będzie niedługo odejść, jeszcze spojrzeć w niebo pogodne, jeszcze spojrzeć za siebie-w młodość. Już za chwilę przyjdą żandarmi, wyprowadzą bez słowa z celi… Trzeba umieć, jak żołnierz armii, iść spokojnie pod mur cytadeli. Ach, umierać nie będzie ciężko, chociaż serce ma lat dwadzieścia- nie złamane codzienną klęską, dziesięć klęsk, dziesięć kul pomieści! Bo jest życie piękniejsze, nowe, i żyć warto, i umrzeć.. Read More

Pionierom

Jeśli serce w piersi za ciężkie, pierś rozetnij i serce rwij! Wyściel drogę wiośnie zwycięskiej mostem ramion, purpurą krwi. Jeśli z piersi krew nie wytryśnie, starczy okrzyk rozgrzanych luf. Wytęż oczy! Zęby zaciśnij! Stawaj w szereg! Nie trzeba słów. Cóż, że depczą? Cóż, że są siłą? Cóż, że miażdżą kolbami twarz? W mur głowami! Serca przez wyłom! W dni Bastylię zwycięski marsz. W pierś niech biją młotem-nie pęknie. Zatnij usta,.. Read More

List z więzienia

Córeczko miła, ja z więzienia do ciebie piszę list. Ponuro wieczór w noc sie zmienia, od dworca słychac świst, za oknem szare szmatki nieba w żelaznej ramce krat i wróble dziobią kruszki chleba, nim dalej fruną w świat. To nic, córeczko, nic, że ciężko za ciosem spada cios: ja jestem z tych, co zimne męstwo ciskają w twardy los. Ty nie wiesz, że tu czas upływa jak krew z otwartych.. Read More

Komuna paryska

Słuchając, usta zatnij, czoła nie zniżaj. Oto opowieść o dniach ostatnich Komuny miasta Paryża I Bębny, bębny nocą warczały, nim świt zaświecił blady, padły w mieście pierwsze wystrzały, stanęły barykady. Bramy zdobyto, wzięto forty, śmierć bliska. Z każdej ulicy, jak z aorty, upływa krew paryska. Ale Komuna się nie podda, Komuna śmiercią gardzi! Paryżu gniewny, okrzyk podaj: „Do broni, komunardzi! Do broni, ludu roboczy! Dzieci! Kobiety! Starcy! Krew ulicami broczy,.. Read More

Cześć i dynamit

Idą faszyści, Wiodą natarcie marokańskimi batalionami. Madryt czerwony walczy zażarcie. Pięść podniesiona. Cześć i dynamit! Znaczy to: godność, znaczy to: siła, ta, która w gruzy wali starzyznę. Pięść zaciśnięta, aby zabiła. Pięść podniesiona w boju z faszyzmem. Rwą się pociski ponad Madrytem. Czerwień republik krwią się zabarwia. Cześć i dynamit! Chwała zabitym! Broni walczącym! Arriba parias… Idą giserzy, tkacze, górnicy, chłopi Kastylii i Katalonii, bronić warsztatu, bronić ulicy. Bój to.. Read More

W zachwycie i grozie

Moja córka, moja córka umarła!… Jak sercu powiedzieć: nie płacz, kiedy rozpacz serce przeżarła, a to serce wyrwać i zdeptać. Moja córka… Ach! żadnej kochance nie mówiłem tak siebie do dna jak Ance… A była mi ona podobna do świata, który się stawał w zachwycie i grozie, a jam serce gorące podawał na mrozie.

Jasność

Obudziłem dobrego pisarza, byłem trochę zawiany; to się zdarza, jestem z tego przesadnie znany. Obudziłem go w dobrym celu i wiersz położyłem obok, powiedziałem mu: „Przyjacielu, patrz: obłok, przyjrzyj się, to moja córka, widzisz, fruwa, spójrz – takie same piórka…” i łeb mi się mgłą zasnuwa… A ja z tej mgły chcę uciec w jasność, powrócić do jasności, powrócić, zasnąć.

Firanka

Otworzyłem okno, a firanka pofrunęła ku mnie, jak Anka w trumnie. Biała firanka, błękitne zasłony, zaszeleściło… O! pokaż mi się od tamtej strony! Jesteś? Jak miło!… Jak miło…jak miło…jak strasznie, moja miła… ja już chyba nie zasnę… Firanka?…Czy tyś tu była?

Brzoza

Przeciw smutkom cóż pocznę, o! brzozo! Usnę, ależ się ocknę, coś się we mnie rozpęta, by pamiętać, pamiętać, o! brzozo! Córko moja nieżywa, o! brzozo! pieśni nić niegodziwa chce mnie spętać trumiennie i – ztruta – być we mnie, o! brzozo! Jakże rozpacz wyrazić, gdy żyję, o! brzozo! kiedy słowa nijakie, niczyje, a ja powiem rozpaczą słowom, że nic nie znaczą, O! brzozo!