Broniewski w Sieci

Centrum wiedzy o życiu i twórczości Władysława Broniewskiego

Zielony wiersz

Ja nie chcę wiele: Ciebie i zieleń, i zeby wiatr kołysał gałezie drzew, iżebym wiersze pisał o tym, że… każdy nerw, każda chwila samotna, każdy ból – jakże częsty, jak częsty! – zwiastuje odchłań, mówi : nieszczęsny…. ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko: Ciebie i zieleń i żeby listkom akacji było wietrznie, i żeby sercu – bezpiecznie, i żeby kot się bawił firanką jak umie żeby siedzieć.. Read More

Wiersz antykobiecy

Nie dokochałyście mnie, wszystkie kobiety… ( Tutaj sobie z cicha westchnę. Rym: ” niestety”). Ja bym przy waszej pomocy nie znał bezsennych nocy, budziłbym się rano, radosny i szukałbym rymu do ” wiosny”, tomów wierszy byłoby więcej, mniej alkoholu ( za to nie ręczę, ale bym wolał). Mniej pod Villona, mniej pod Baudelaire\’a, ale wielu bym rzeczy dokonał…” Cholera!

Spowiedź

Bluźniłem swiatłu. Przeczyłem nocom. Dławiłem wiatry słowem-przemocą. Krzyczałem gromem. Płakałem deszczem. Słowem widomem zsyłałem wieści. Słowem-ramieniem sięgałem nieba. Słowa- kamienie zmieniałem w chleby. Noc nad Kalwarią głucha i ciemna. -czy widzisz Mario, światłość nade mna? -To gwiazda świeci, to świt sie pali- anioł nie leci nad Jeruzalem… -Mario, czy słyszysz? Ojciec mnie woła! -Nad miastem cisza… Cisza dokoła… -Mario, on kłamie: w niebie przed jutrznią gwiazdy gwoździami, księżyc jest włócznią!.. Read More

Ociemniały

– Pokaż mi drzewo. – Jestem niewidomy. – Gdzie jest prawo i lewo? – Jestem niewidomy. – Gdzie jest światło i ciemność? – Jestem niewidomy. – Powiedz mi! Jestem jasnowidzem! Czy trzeba kochać? – Tak. Widzę.

Mazurek Szopena

W jerozolimskim zaułku cyprysy błądzą i smutki. O, moja przyjaciółko, wieczór otula ogródki, tchnące snem i legendą, pełne ciszy biblijnej, woniejące lawendą i wonią melodyjne. Srebrną świeci nam glorią księżyc, płynąc jak czółno, Niedźwiedzica i Orion Pokazują na północ, na północ wiatry wieją, na północ lecą myśli z rozpaczą i z nadzieją ku Warszawie, ku Wiśle Cisza otula nas senna, o, moja przyjaciółko… I nagle! -mazurek Szopena w jerozolimskim zaułku!.. Read More

Baudelaire

Chciałbym, żebyś szła pod wiotką parasolką, ulicą jesienną pełną drzew nagich, ale jakże pięknych. Takimi ulicami chodził Baudelaire i myślał, czy na jutro będzie miał wiersz dla matki i dla kochanki… I dla chleba.

Przypływ

W morze spienione, w szumiące morze gwiazdy spadały i nikły. Oto ci serce dzisiaj otworzę – To przypływ, miła, to przypływ! Nocy tej księżyc poszedł na przełaj przez srebrne wody Śródziemne, fala do brzegu szła i ginęła, jak giną słowa daremne, fala ginęła, fala wracała, jak miłość, której nie trzeba, i obojętna gwiazda spadała z obojętnego nieba. Miłość konała, jak na gruźlicę konają piękni i młodzi, i w konającej patrzałem.. Read More

Zielony pagórek

Po tym zielonym pagórku z kamieniami białemi chętnie bym chodził z córką, siadał na ziemi, patrzyłbym na obłoki, gwarząc, bzdurząc. Świat tu nie bardzo szeroki, słońca dużo. Kochałbym moją Joasię: córkę-bzdurkę, a światu powiedziałbym: „Zasię!”; wlazłbym na chmurkę i poleciałbym na chmurce, na białej do doliny Roztoki, żeby tam całe życie chodzić z Anką po górach, patrzeć na Hawrań i Murań, włazić w potoki. Ale Anka daleko i już podrosła,.. Read More

Warum

Miła, ja nie mam słów, a miałem dość ich. Nie wiem, skąd bierze się znów ten lęk radości, czemu znów serce drży jak wtedy wiosną, a łzy zabłysły jak bzy, co w Polsce rosną. Tkliwość. I morza szum. I noc, co milczy. Na Schumannowskie „Warum?” – twój szept: „Najmilszy!…” I trzebaż było tych mąk i tej rozpaczy, gdy dwoje splecionych rąk tak wiele znaczy?

Śmierć

Patrzy przez okno dzień chory, trupio nabrzękły i siny. Po korytarzu szpitalnym wolno przechodzą godziny. Szaro. I cicho. I pusto. Nie ma radości ni smutku. Chmury się snują po niebie, jak chorzy w ciasnym ogródku. Palce, jak martwe pająki, nad czymś się trudzą, mozolą. W szklanym wazonie powiędły kwiaty pachnące karbolem. Myśli, jak muchy jesienne, łażą, czepiają się sprzętów, po raz ostatni skrzydłami biją o okna zamknięte. Ktoś się zaczaił.. Read More

Nocny gość

pamięci Sergiusza Jesienina Dlaczego pukasz do okien nocą, gdy zasnąć nie mogę? Dlaczego ciężkim, powolnym krokiem budzisz skrzypiącą podłogę? A potem stajesz koło mnie, a potem siadasz przy mnie – oczy masz białe, ślepe i ogromne, ręce masz zimne. Pokazujesz mi plamę wilgotną, ten ciemny ślad na koszuli, i każesz mi ręką dotknąć, i każesz do ust przytulić… I znowu, i znowu, i znowu stąpasz przez puste mieszkanie, szalone, czerwone.. Read More

(Nie wiedziałem, że radość jest tuż)

Nie wiedziałem, że radość jest tuż – ręką sięgnąć, nie wiedziałem, że teraz, że już przyjdzie do mnie piękno, że to może tak nagle się stać, jak błyskawica, i że chciałoby się żyć – ach! – trwać, jak najwięcej życia, i że można kochać tak bardzo pod koniec życia, i że może to wszystko zgasnąć, jak błyskawica.

Miasto rodzinne

Nie uszedłem w życiu pół drogi, A już zewsząd czai się rozpacz… O dalekim, minionym, drogim powiedz, serce, albo się rozpłacz, wskrześ na chwilę tych lat urodę, kiedy na świat patrzyłem dzieckiem… Stał nad Wisłą stary dom z ogrodem na wysokiem wzgórzu mazowieckiem… Wy nie wiecie, jak tam biją dzwony, stare dzwony o cichym zmierzchu, kiedy słońca język czerwony liże fale, rude po wierzchu, gdy już ciemnym brzegiem po równinie.. Read More

(Dzień dobry, Kochana!)

Dzień dobry, kochana! Śniegi świat niedługo zawieją. Aż po jeziora brzegi bieli się wszystko – nadzieją. Mnie – cóż? Kieliszek koniaku, pióro, kawałek papieru, myślę i „w braku laku”, (znaczy natchnienia) – papieros. Pomyślę jeszcze: kocham, pomyślę dłużej: w płacz… Chciałem szczęścia choć trochę, a teraz płaczę – patrz.

(Druga w nocy)

Druga w nocy. Nie mogę spać i żonie spać nie daję. No! – spać nie mogę na „psiamać”, a lipiec pachnie majem. Ścięta przydrożna trawa i błękit. Pogoda była łaskawa z twojej ręki. Pięknie było? Nieprawdaż? Rower leżał obok. I miłość. To była prawda. I obłok.

(Budzę się nazbyt rano)

Budzę się nazbyt rano, mylę pory, księżycowi mówię dobranoc, jestem chory, jestem chory na ciężką chorobę (już bez pijaństwa), nie wiem, co robię, a myśl bezpańska, ale kiedy popatrzę w noc ciemną, myślę: zawsze poezja ze mną.

Bezsenność

Nie śpię, spać ci nie daję, palę papierosy; na stole: budzik, chleb, dwie żółte chryzantemy, listopadowy wiatr za szybami krzyczy wniebogłosy, ja jestem niemy, tylko na kształt krzywego drewna wykrzywiam się na ten wszechświat… Śpij, moja dobra, rzewna, ja nie śpię. Jeśli chcesz, to mi odbierz papierosy, albo rękę połóż na włosy, do snu się każ ukołysać, naucz, jak wiersze pisać.